Nasza historia
Wersja Pauliny: To był standardowy, marcowy
wtorek. Przygotowywałam właśnie dokumentację budowlaną do urzędu, gdy
usłyszałam dźwięk powiadomienia z ognistej aplikacji.
„Dzisiaj aktualne?”
Aktualne? Ale co? Kurczę.
Zapomniałam. Umówiłam się na randkę już jakiś czas temu, a w natłoku ostatnich
dni wyleciało mi to z głowy. „Oczywiście, że aktualne. Do
zobaczenia!” Aktorstwo na 6+. No dobra, biegiem do domu, szybki prysznic,
makijaż. „Matko, co mnie podkusiło, jestem po dziesięciu godzinach pracy.”
Złapałam tramwaj. Jadę, spóźniona, z rozładowanym telefonem. Zdecydowanie
nieodpowiedzialnie jak na randkę w ciemno w wielkim mieście. Nie miałam dużego
doświadczenia w tego typu spotkaniach. „Mam nadzieję, że na miejscu go jakoś
znajdę i nie będzie niezręcznie”. Na szczęście na miejscu spostrzegłam
mężczyznę, który stoi przy stoliku, jakby na kogoś czekał.
„Cześć! Łukasz.”
„Hej! Paulina.”
„Czego się napijesz?”
„Może jakieś piwko?”
No tak, na tamten moment nie
wiedziałam, że pub, w którym się umówiliśmy - Pinta - to znany na całą Polskę
wrocławski browar i jedyne, co tam mieli z alkoholowych trunków, to piwo
🙂
Mieszkałam we Wrocławiu od niedawna i większość rzeczy była dla mnie
nowa.
„No tak… jakieś preferencje?”
„Uh, sama nie wiem, zdam się na ciebie.”
Dobrze, że odszedł do baru, bo
zdążyłam zaplątać się w szalik i prawie powiesić na torebce poplątanej z
włosami. Muszę przyznać, że z piwkiem trafił idealnie w mój gust. Usiedliśmy i
już pierwsze chwile rozmowy sprawiły, że dzień odwrócił się o 180 stopni.
Tematy przychodziły nam nadzwyczajnie łatwo, a uśmiech nie schodził z twarzy.
Pomyślałam, że to naprawdę ciekawy facet i może wiele nas łączyć. Wieczór mijał
niesamowicie szybko. Postanowiliśmy jeszcze pójść na mały spacer, aby
minimalnie go wydłużyć. Łukasz odprowadził mnie kawałek i gdzieś w centrum
miasta pożegnaliśmy się. Każde z nas wróciło do siebie. Pomyślałam: „No dobra,
to teraz czekam, czy znów się odezwie.” Tak, tak, typowo kobiece. Odezwał się.
Już o ósmej rano następnego dnia. Umówiliśmy się na drugą randkę, później
trzecią. Tak mijały nam tygodnie, miesiące, lata. Wszystko było i jest łatwe,
przyjemne, nieskomplikowane. Po prostu dwójka przyjaciół, zakochanych w sobie,
drepczących przez życie.
Wersja Łukasza:
Pierwszy raz spotkaliśmy się w Pincie, świetnym Wrocławskim browarze. Był to zimny marcowy wieczór a ja miałem za sobą długi dzień w biurze startupu który wtedy rozwijałem. Nie zdążyłem wrócić do mieszkania i się przebrać stąd, zostawiłem samochód pod biurowcem i poszedłem ubrany jak na rozmowę rekrutacyjną. Poznaliśmy się przez Tindera i mogło to być zarówno krótkie spotkanie jak i długa randka. Nie wiedziałem jak wygląda na żywo a na każdym zdjęciu Paulina miała okulary dlatego stanąłem przy stoliku i czekałem aż ktoś do mnie podejdzie. I podeszła, powiedziała "Paulina" a ja po spojrzeniu na jej duże niebieskie oczy musiałem się zastanowić co odpowiedzieć. Zapytałem "czego się napijesz?" a ona odpowiedziała "jakieś piwko może?". Uspokoiło mnie to, oboje byliśmy tak samo przygotowani do tego spotkania. W Pincie mają tylko piwa, ok 150 rodzajów do wyboru. Następne półtora godziny spędziliśmy rozmawiając głównie o rodzinie i przyjaciołach. Dopiero jak się zbieraliśmy zorientowałem się, że siedzieliśmy na środku dużego ekranu na którym rozgrywał się mecz Polska-Szwecja, i cały PUB był zwrócony w naszą stronę. Trafiłem bezbłędnie w gusta Pauliny z piwem i wszystkim innym, bo właśnie się pobieramy.